𝟏𝟎𝟑 𝐩ł𝐲𝐭𝐲, 𝟏𝟒𝟔 𝐨𝐩𝐮𝐬𝐨́𝐰
Niezwykle skromny, unikający przed swoim imieniem i nazwiskiem wszelkich pochwalnych przymiotników, wielkich kwantyfikatorów. Nie czytający dotyczących jego dzieł recenzji – ani tych dobrych, ani złych. Zapytany zaś o to, czy udało mu się osiągnąć założone cele artystyczne – zdziwiony odpowiada, że nigdy nie osiąga celów, bo zawsze przecież można coś w danym utworze zrobić lepiej, inaczej. Gdyby dojść w realizacji do apogeum pragnień – po cóż dalej komponować, tworzyć?
Wszystkie powyższe zdania opisują postać jednego człowieka, będącego kompozytorem, pianistą, pedagogiem i autorem książek o muzyce – czyli Krzysztofa Meyera. Tym razem pretekstem do spotkania mieszkańców Poznania z tym utalentowanym artystą była promocja książki Magdaleny Dziadek, zatytułowanej „Krzysztof Meyer. Nowoczesny i romantyczny”. Rozmowę z kompozytorem prowadziła dziennikarka Alina Kurczewska. Gościem specjalnym październikowego spotkania w Księgarnia Muzyczna Pasja była Danuta Gwizdalanka, znana i ceniona autorka wielu książek o muzyce. Prywatnie – żona artysty. W dalszej części muzycznego wydarzenia zajmująco opowiadała o zaletach związku dwóch twórczych jednostek, które zawsze mogą sobie udzielać wsparcia. Ona na przykład czuwa między innymi nad faktografią i backgroundem historycznym tworzonych przez ich duet książek, mąż – nad wszelkimi zapisami dotyczącymi kwestii muzycznych.
𝐒𝐲𝐦𝐟𝐨𝐧𝐢𝐚 𝐩𝐚𝐳́𝐝𝐳𝐢𝐞𝐫𝐧𝐢𝐤𝐨𝐰𝐞𝐠𝐨 𝐝𝐞𝐬𝐳𝐜𝐳𝐮
Wtorkowe popołudnie, 28 października 2025. Padający deszcz szatkuje ulice miejskiej, poznańskiej dżungli na mokre kawałki. Po chodnikach przemykają – wydawać by się mogło, ludzie „bez twarzy”. Bez twarzy, bo skuleni pod czaszami parasoli, które przysłaniają ich indywidualne rysy fizys, albo ukryci za kapturami, chroniącymi ich przed gęstymi kroplami wilgoci. Szarość kurczącego się szybko jesiennego dnia prowadzi mnie na ulicę Ratajczaka, pod numer 30. To tutaj swoją siedzibę ma, znana w Poznaniu i ceniona, Księgarnia Muzyczna Pasja.
Jak przeczytać można na oficjalnej stronie firmy: „Księgarnia Muzyczna Pasja Sylwia Sikorska działa od 2015 roku. Wcześniej działała pod inną nazwą – Księgarnia Muzyczna Pasja S.C. Można także przyjąć, że Księgarnia jest spadkobierczynią Księgarni Domu Książki – Księgarni Muzycznej im. Karola Szymanowskiego. Naszą główną działalnością jest sprzedaż wydawnictw muzycznych: nut, książek, płyt cd i dvd (głównie z muzyką klasyczną), artykułów papierniczych oraz gadżetów związanych z muzyką. W naszej Księgarni znajdziecie bardzo duży wybór wydawnictw polskich (PWM, Crescendo, Absonic, Gama, Marcus, Studio Bis i wiele innych) i zagranicznych (Barenreiter, Henle, Schott, Edition Peters, Hal Leonard, Wise, Oxford…). Współpracujemy także z Universal Music Polska, Warner Music, Sony, CMD, Music-Island, Dux, ActePrealable i wiele innych”.
Tyle dowiedzieć się można z sieciowych zapisków faktograficznych, ale ja pragnę poznać to miejsce głębiej, chcę zaznać czegoś więcej niż tylko faktografii, zatem… Czas na empirię! Wchodzę!
𝐈𝐧𝐰𝐚𝐳𝐣𝐚 𝐩𝐫𝐨𝐟𝐞𝐬𝐣𝐨𝐧𝐚𝐥𝐧𝐲𝐜𝐡 𝐳𝐧𝐚𝐰𝐜𝐨́𝐰 𝐦𝐮𝐳𝐲𝐤𝐢
Rzucam jeszcze ciekawskim okiem na wystawową ekspozycję, ale deszcz zmusza mnie do szybkiego otwarcia drzwi. Przede mną kilka schodków i już jestem wewnątrz księgarni. Mijam pierwsze z pomieszczeń, zastawione kuszącymi mnie zewsząd tytułami książek i wchodzę do części muzycznej lokalu. Wokół mnie królują przede wszystkim płyty CD, w tym wiele wydań z muzyką klasyczną, zajmujące wnętrza białych regałów. Widzę między innymi Ravela, Chopina, Schuberta… Krzesła już rozstawione w rzędach, czekają na publiczność. Na jednym z nich (ale tym zlokalizowanym na wprost sali) zasiadła już dziennikarka radiowa Alina Kurczewska, która poprowadzi całe spotkanie. W tej chwili jednak, parę minut przed początkiem rozmowy z Krzysztofem Meyerem, jeszcze przegląda notatki, rozgrzewa się ciepłym napojem parującym w kubku. Wita wchodzących na salę łagodnym uśmiechem, ciepłem serwowanym hojnie zza szkieł swoich okularów.
Zajmuję miejsce gdzieś w końcu sali. Szybko przybywają kolejne osoby. W odbywających się w Księgarni Muzycznej Pasja spotkaniach bierze zwykle udział stałe grono miłośników tego typu wydarzeń twórczych, czyli bezpośrednich kontaktów z nietuzinkowymi ludźmi świata kultury. Nie inaczej jest i tym razem. Wkrótce stanie się dla mnie jasne, że dzisiejszą publiczność stanowią przede wszystkim osoby z wyższym wykształceniem muzycznym. Zdradza ten fakt nie tylko poziom ich koncentracji podczas rozmów z kompozytorem, ale również żywe reakcje na jego zniuansowane opowieści. Przez chwilę – ze swoim brakiem umiejętności czytania nut, czuję się wśród nich niczym muzyczny analfabeta. Ale przecież spotkania organizowane przez księgarnię nie są imprezami hermetycznymi, dostępnymi tylko dla wąskiego grona specjalistów danej dziedziny sztuki wysokiej. Precz więc ze zbędnymi uprzedzeniami! Uczestniczę przecież w wydarzeniu otwartym dla każdego, kto tylko pragnie rozwijać swą wiedzę, rozszerzać horyzonty myślowe.
𝐁𝐢𝐨𝐠𝐫𝐚𝐦 𝐳 „𝐛𝐨𝐠𝐚𝐭𝐚̨” 𝐧𝐮𝐭𝐚̨
Nikt mnie podczas tego spotkania nie zmusi do nauki solfeżu ani nie będzie przepytywał z biogramów wybitnych kompozytorów. Chociaż biogram dotyczący Bohatera spotkania, czyli Krzysztofa Meyera, powinnam przecież poznać. Pomaga mi w tym sieć internetowa, która „podrzuca” kolejne informacje, a także Sieciowa Pani Edukatorka, czyli Wikipedia. Dzięki tym źródłom szybko się dowiaduję, że Krzysztof Meyer już jako dziewięciolatek rozpoczął naukę gry na fortepianie pod kierunkiem Haliny Ekierówny, a od roku 1954 uczył się kompozycji u Stanisława Wiechowicza. Z początku tylko prywatnie, a od roku 1962 – jako student Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Krakowie. W roku 1963, już po śmierci Wiechowicza, Meyer znalazł się w gronie pierwszych studentów w klasie Krzysztofa Pendereckiego. Studia zakończył zdobyciem aż dwóch dyplomów: z kompozycji (1965) oraz teorii muzyki (1966). Jako wyjątkowo zdolny absolwent kontynuował naukę w Paryżu, pod kierunkiem Nadii Boulanger oraz prywatnie, u samego Witolda Lutosławskiego.
Krzysztof Meyer w latach 1966–1987 nauczał przedmiotów teoretycznych w Akademii Muzycznej w Krakowie, zaś kompozycji w latach 2008–2013. W uczelni tej pełnił również obowiązki prorektora oraz kierownika Katedry Teorii Muzyki. W latach 1987–2008 był profesorem kompozycji w Hochschule für Musik w Kolonii. Czyli w sumie… nieomal 22 lata, jak policzył podczas rozmowy! Bardzo cenił sobie wówczas nauczanie studentów (niektórzy pochodzili z Chin, Korei Południowej, Węgier czy Austrii). Z satysfakcją patrzył na ich postępy i wzrost umiejętności, między innymi właśnie w dziedzinie komponowania muzyki. Kariery niektórych z nich śledził także po latach.
Jak opowiadał podczas spotkania, w roku 1964 pierwszy raz wykonano publicznie jego utwór symfoniczny (I Symfonia w Filharmonii Krakowskiej). Rok później zadebiutował na „Warszawskiej Jesieni” (I Kwartet smyczkowy), będąc najmłodszym kompozytorem w historii tego festiwalu. Jak przeczytać można na stronie Wikipedii: „W następnych latach uczestniczył w konkursach kompozytorskich, zdobywając liczne nagrody, wśród nich: I nagrodę na Konkursie im. G. Fitelberga (1968) za III Symfonię, Grand Prix księcia Pierre de Monaco (1970) za operę «Cyberiada», I nagrodę na Konkursie im. Karola Szymanowskiego (1974) za IV Symfonię, dwukrotnie odznaczono go na Międzynarodowej Trybunie Kompozytorów UNESCO w Paryżu (1970 za II Kwartet smyczkowy; 1976 za III Kwartet smyczkowy)”.
Jako pianista (wraz z Zespołem MW2 Adama Kaczyńskiego) Krzysztof Meyer koncertował w Polsce oraz w większości krajów europejskich. Środowisko muzyczne zarzucało mu wówczas, że prezentuje „bulwersujący niekiedy repertuar ówczesnej awangardy”. Cóż, awangarda czy nie – nowatorstwo i bunt to przywileje młodości. W późniejszych latach artysta występował najczęściej jako kameralista lub wykonawca własnej muzyki (zresztą w tym to właśnie charakterze wydał wiele nagrań płytowych).
Twórca wyjaśnił, że pod koniec lat 60. XX wieku nawiązał współpracę z Kwartetem Wilanowskim (obecnie jest to Kwartet Wilanów). Dzięki temu współdziałaniu powstało kilkanaście utworów napisanych z myślą dla tego zespołu: kwartety smyczkowe, „Kwintet fortepianowy”, „Kwintet klarnetowy”, „Capriccio per sei instrumenti”. Dodatkowo kompozytor przez wiele lat udzielał się w Związku Kompozytorów Polskich (np. jako członek Zarządu Głównego tego stowarzyszenia, potem zaś jako jego prezes). Do roku 1988, czyli przez czternaście lat, uczestniczył w pracach komisji programowej Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”.
𝐂𝐳𝐲𝐭𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐫𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐣𝐢? 𝐒𝐭𝐫𝐚𝐭𝐚 𝐜𝐳𝐚𝐬𝐮!
Tyle biogram artysty, a kogo realnie miałam okazję poznać w trakcie długiego, ale i fascynującego spotkania? Elokwentnego, interesującego człowieka, który potrafi o sobie opowiadać bez patosu, umiejętnie przekierowując zainteresowanie publiki z siebie – na swoje kompozycje i towarzyszących mu w życiu „współplemieńców w nucie”, czyli innych znaczących mistrzów. A tych mistrzów mu nie brakuje. To właśnie Witold Lutosławski nauczył go, by nie przejmował się nigdy ani dobrymi, ani złymi recenzjami, tylko zajął się po prostu tworzeniem muzyki. Lutosławski uważał, że nie warto w ogóle czytać recenzji, bo przecież recenzent niczego muzyka nie nauczy. Nie taka jego rola. Meyer posłuchał rady mistrza Lutosławskiego, gdyż cenił sobie jego opinie, a także imponował mu cały jego dorobek. Do tego stopnia, że napisał z żoną o nim książkę, zatytułowaną „Lutosławski. Droga do dojrzałości”. Cenił też Szostakowicza, co zaowocowało napisaniem innej książki – „Dymitr Szostakowicz i jego czasy”. Obu kompozytorów zresztą poznał, okazali mu, jak twierdził, wiele serca, oferowali cenne rady kompozytorskie, choć w swej skromności nie chciałby nazywać ich od razu mianem przyjaciół. Ot, to bliscy mu twórcy.
Artysta zdradził publiczności przy okazji i swój sekret: od lat jego wielką, skrywaną „miłością twórczą” jest także Béla Bartók, czyli węgierski kompozytor i pianista. Nie tylko zresztą wyłącznie on, również Johannes Brahms, czyli słynny niemiecki kompozytor, pianista i dyrygent epoki romantyzmu. Jak dotąd Krzysztof Meyer nie nawiązywał w swojej twórczości do ich dorobku, ale kto wie, co przyniesie muzyczna przyszłość?
𝐖𝐚𝐫𝐢𝐚𝐜𝐣𝐞 𝐨𝐤ł𝐚𝐝𝐤𝐢, 𝐤𝐨𝐦𝐛𝐢𝐧𝐚𝐜𝐣𝐞 𝐦𝐮𝐳𝐲𝐤𝐢
Omawiana podczas spotkania książka Magdaleny Dziadek „Krzysztof Meyer. Nowoczesny i romantyczny” pojawiła się na rynku wydawniczym w tysiącu egzemplarzy. Choć nie jest to pierwsza publikacja dotycząca Krzysztofa Meyera, to z pewnością jedna z ciekawszych. Szczególnie jeśli wziąć pod uwagę nie tylko jej treść, ale także szatę graficzną. Jak przyznał sam Bohater tego wydawnictwa, żadna z tysiąca okładek nie jest taka sama (sic!). Okazuje się, że poszczególne elementy graficzne (grafiki, czcionki liter) na okładkach zaprojektowano w tylu konfiguracjach, że każda z książek może mienić się tytułem niepowtarzalnej. Dzięki temu i każdy z czytelników, po nabyciu egzemplarza, może czuć rodzaj dumy: „Oto w moim posiadaniu jest książka, jakiej nie ma nikt inny!”.
Poznaniacy po półtoragodzinnej rozmowie mogli oczywiście nabyć książkę z niepowtarzalną okładką i autografem samego mistrza, ale również i jego płyty. Krzysztof Meyer został zapytany przez uczestniczącego w spotkaniu Krzysztofa Szymoniaka (poetę, prozaika, fotografa, dziennikarza, nauczyciela akademickiego i redaktora książek literackich) o to, od jakich utworów muzyczni laicy winni zacząć przygodę z jego twórczością. Mistrz wskazał między innymi „Kwintet klarnetowy” i „Trio fortepianowe”. Ożywiona pytaniem publiczność zaczęła głośno podrzucać także inne propozycje. W końcu zgromadzeni w księgarni zawodowi muzycy i muzykolodzy doskonale znają cały bogaty dorobek kompozytora. Wiedzą więc, że jest on między innymi twórcą czterech oper: „Cyberiada” – opery komicznej, stworzonej na podstawie opowiadań Stanisława Lema op. 15 (1970), „Gracze” – Meyer dokończył operę D. Szostakowicza według Nikołaja Gogola op. 53 (1980), „Klonowi bracia” – opera dziecięca według E. Szwarca op. 72 (1988-89), „Ślepy tor” – opera do libretta Antoniego Libery op. 138 (2019-2022).
Wyjątkowo ciekawe są losy opery „Cyberiada”, za którą artysta w roku 1970 otrzymał Grand Prix księcia Pierre de Monaco. W roku 1971 Telewizja Polska zrealizowała akt pierwszy opery, ale działania cenzury okresu wczesnego Gierka sprawiły, że zawieszono dalsze prace produkcyjne. W całości operę wystawiono dopiero w roku 1986, w teatrze w Wuppertalu. Z kolei polskie prawykonanie dzieła odbyło się w roku 2013, w Teatrze Wielkim w Poznaniu.
Ważna w dorobku Meyera jest także VI Symfonia „Symfonia polska” op. 57 (z roku 1982), pisana w latach 1981-1982, a dokładnie – tuż po ogłoszeniu stanu wojennego. Uchodzi więc za dzieło historyczno-patriotyczne. Artysta wspomniał również IX Symfonię „Symfonię wiary i nadziei” do tekstów psalmów op. 126 (z roku 2016) – choć jak wyznał, gaśnie już w nim ówczesny optymizm i przekonanie, że nie będzie musiał być świadkiem nękających nasz kraj konfliktów… Wymienił też „Stworzenie świata” op. 91 – czyli oratorium na solistów, chór i orkiestrę (z roku 1999). W sumie, jak podliczył, jest autorem 103 płyt muzycznych oraz 146 opusów.
Na mnie wrażenie zrobiła już ta ilość płyt, które można było nabyć podczas promocji książki. Ilu jest jeszcze – zastanawiam się – żyjących kompozytorów, którzy mogą poszczycić się tak obfitym dorobkiem, dostępnym w wersji nagrań i płyt CD?
Jako ciekawostkę Krzysztof Meyer przypomniał także publiczności, iż ma na swoim koncie kompozytorskim tak zwany „żart muzyczny”, czyli utwór na orkiestrę. Jest to jego słynna symfonia w stylu Mozarta op. 41 (z roku 1977). Zdarzyło się, że jeden z uznanych dyrygentów był przekonany, że to rzeczywiście mniej znana kompozycja samego Wolfganga Amadeusza Mozarta. Cóż, to tylko świadczy o profesjonalizmie polskiego artysty, a także o tym, jak wielkie umiejętności kompozytorskie ma ten, od lat związany z Poznaniem twórca. Piszę „z Poznaniem”, bo choć Krzysztof Meyer urodził się, kształcił i pracował w Krakowie, od wielu już lat mieszka w Poznaniu. To tu osiadł w jednej z dzielnic miasta, podążając za miłością, czyli swoją małżonką. Jak przyznał szczerze, nawet po upływie tylu lat wciąż jest oczarowany stolicą Wielkopolski, a szczególnie ilością miejskiej zieleni i pracowitością lokalsów. Słowem – słynnym „poznańskim porządkiem”, którego w swoim codziennym, zawodowym życiu niezmienne potrzebuje.
Do drzwi wyjściowych z Księgarni Muzycznej Pasja odprowadzał mnie długo jeszcze szmer kuluarowych rozmów z artystą. Kompozytor przyjmował gratulacje, podpisywał książki, rozmawiał ze środowiskiem muzycznych zawodowców. Wniknęłam w wilgoć miejskiej nocy, uświadamiając sobie, że odtąd otwarła się w mojej głowie furtka do innego świata. Krzysztof Meyer znów zrobił ową muzyczną „sztuczkę”, ale tym razem we wnętrzu mojego mózgu: nastąpiło w moim umyśle „Stworzenie świata”…
𝐀𝐧𝐧𝐚 𝐊𝐨𝐤𝐨𝐭-𝐍𝐨𝐰𝐚𝐤
𝐅𝐨𝐭. 𝐊𝐫𝐳𝐲𝐬𝐳𝐭𝐨𝐟 𝐒𝐳𝐲𝐦𝐨𝐧𝐢𝐚𝐤


